O co walczą nauczyciele?

24 dzień protestu i 10 dzień głodówki. Na tę chwilę w kuratorium głodują cztery osoby i jeszcze trzy na zewnątrz - dwie w Opolu i jedna w Olsztynie. Wszyscy mają z sobą stały kontakt. Widać ogromne zmęczenie na twarzach protestujących, ale też determinację.

Mimo napiętej sytuacji atmosfera między nimi jest przyjazna. Gołym okiem widać, że związkowcy zżyli się z sobą. Do Warszawy, na rozmowy z rządem pojechały Agata Łyko szefowa Sekcji Oświaty Regionu Małopolskiego NSZZ "Solidarność" z rzecznikiem prasowym Jolantą Zawistowicz.

- Może już niedługo finisz? - pytam protestujących.

- Jesteśmy na finiszu, ale fizycznym, bo jeśli ktoś głoduje już 10 dzień, to jest blisko granicy. Jeszcze nie możemy odtrąbić żadnego sukcesu, ani powiedzieć, że jesteśmy na finiszu. - mówi Dariusz Zięba nauczyciel z Regionu Rzeszowskiego.

- Sprawy tak się mają, że może nawet 99 procent spraw być załatwionych, ale dopóki nie będzie podpisów, to te zapewnienia nie są nic warte. Chcemy żeby do tego porozumienia doszło jak najszybciej. Cieszymy się, że rozmowy wreszcie się rozpoczęły, co świadczy o tym, że chyba wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że to ważna sprawa. Ale gdzieś jest granica dyskutowania o pewnych propozycjach. Gotowi jesteśmy żeby kontynuować i protest okupacyjny i protest głodowy - deklaruje Zięba. - O ile wczoraj mogliśmy myśleć bardziej optymistycznie, to dziś jest w nas więcej niepokoju, który podsycają ostatnie wypowiedzi Broniarza, który ewidentnie stawia sprawę na ostrzu noża. Obawiamy się, że Broniarz swoimi działaniami może zniweczyć to, co udało się wynegocjować. I dodaje: Gdyby naprawdę chodziło o to, że jeszcze można coś ugrać, to porozumienie z jednym związkiem zawodowym na pewno otworzyłoby drogę do poprawy losu wszystkich pracowników oświaty. Jeśli nie dojdzie do porozumienia to przegranymi będą dzieci, pracownicy oświaty i nauczyciele. Chodzi o to by dwie strony zrozumiały, że trzeba podpisać porozumienie. Gdybym był reprezentantem drugiej strony, to tak bym postąpił, bo jeśli nie będzie żadnego porozumienia, to na pewno dojdzie do protestów i do strajku.

O co walczą

Który z postulatów są dla nich najważniejszy? Mówią, że każdy z nich jest ważny, chociaż na teraz to ten, dotyczący płac: Nie chcemy, żeby nasze wynagrodzenie było uzależnione od woli politycznej. Chcemy, żeby nasze pensje rosły wraz ze wzrostem gospodarczym. Będzie nam łatwiej walczyć, jeśli będziemy mieli zagwarantowany w sposób naturalny wzrost wynagrodzeń, bo nasza grupa zawodowa od czasów powojennych jest zaniedbywana finansowo i jest wiele do nadrobienia w tej kwestii – mówi jedna z protestujących. Ale czarę goryczy przelało wprowadzenie przez minister edukacji nowego systemu awansu zawodowego i oceniania. I to chyba był moment kulminacyjny, gdy przeczytaliśmy rozporządzenie z którego wynikało, że nauczyciel będzie oceniany według ok. 100 kryteriów. - Niemożliwych do spełnienia - dodaje inna nauczycielka.

Według nauczycieli, od której strony by tego nie ugryźć, to pomysł ten był nierealny.

- Przede wszystkim te zaproponowane w rozporządzeniu kryteria odciągały nauczyciela od ucznia. Stanowiły o tym, że nauczyciel ma publikować, współpracować z wydawnictwami, z rożnymi instytucjami. To niemal jak jak doktorat - mówi Agata Adamek z Krajowej Sekcji Oświaty. - Z tym że doktorat robi się raz, a tu trzeba co pięć lat go robić. Nasza praca powinna polegać na permanentnym i nieustającym kontakcie z dziećmi, a nie zajmowaniu się wszystkimi innymi rzeczami. Po drugie, w tym kryterium pojawiły się wymagania szalenie rozbudowane i wyśrubowane, do których jeszcze należało ułożyć wskaźniki - i jakby ich nie układać, to nie sposób byłoby doprecyzować ile razy ma nauczyciel publikować i gdzie, żeby mógł zasłużyć na te wyróżniające oceny. I jeszcze współpraca z uczelniami wyższymi. Na siłę? - pyta retorycznie nauczycielka, i dodaje: Nie widzę tego, by nauczyciele musieli w sposób sztuczny współpracować. Jeśli ktoś ma takie potrzeby, jeśli komuś starcza czasu, sił i energii na to, żeby oprócz wykonywanej pracy z dziećmi i na rzecz dzieci, chciał jeszcze dodatkowej współpracy z uczelniami jego wola, ale jeżeli będzie to wymuszone – wtedy mija się to z celem.

- Podobnie jest z oceną nauczyciela – dodaje Rafał Wroński, który jest pedagogiem w jednej z Częstochowskich szkół. - W sytuacji, w której nauczyciel miałby jakikolwiek konflikt z nauczycielem, co się może zdarzyć z różnych powodów, niekoniecznie dlatego, że nauczyciel nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, to taka osoba jest orężem w ręku dyrektora, który może takiego nauczyciela nawet zwolnić. I teraz sama cykliczność - danie dyrektorowi nie tylko prawa, ale też obowiązku dokonywania tej oceny cyklicznie, mogłoby się również przyczynić do tego, że szkoły w Polsce mogłyby być zarządzane w sposób mobbingowy – mówi z troską. - Sama mnogość tych kryteriów i to, że każde z tych kryteriów było pojmowane bardzo szeroko, to powodowało że dyrektor w zależności od swojego „humoru” i stosunku do nauczyciela mógł go ocenić całkowicie pozytywnie albo spowodować, że formalnie ten nauczyciel żadnego z tych punktów mógłby nie spełnić.

- No i przede wszystkim to jest też zapis, który w jakiś sposób deprecjonuje role i kompetencje nauczyciela, bo w żadnym zawodzie, no możne z wyjątkiem pilotów samolotów, którzy cyklicznie muszą weryfikować swoje umiejętności zawodowe; czego nie robią lekarze, nie robią tego sędziowie, ale nauczyciel musi. W momencie kiedy nauczyciel robi awans, dostaje specjalizację, to znaczy, że jest specjalistą. A to znaczy, że tego się już nie kwestionuje i nie weryfikuje – tłumaczy. - W opinii społecznej komunikat, że nauczyciel będzie weryfikowany, co oznacza? Znaczy, że zawód nauczyciela w Polsce, to jest grupa zawodowa ludzi składająca się z „odpadów”, które trzeba pilnować, weryfikować, sprawdzać i kontrolować. Grupę zawodową, która nieustająco musi się wykazywać czy nadaje się do wykonywania zawodu, który sama wybrała. Przecież nas nikt do tego nie zmuszał. W tym momencie mając dyplom ukończenia studiów, mając kwalifikacje zawodowe, pracując w szkole, mając doświadczenie zawodowe, za którym idą lata pracy, co jest w jakiś sposób potwierdzone stopniami awansu, no to to jest draństwo – podsumowuje.

To odróżnia ich od Broniarza

Czym postulaty Oświatowej „Solidarności” różnią się od postulatów Broniarza i związków zawodowych, które reprezentuje? - pytam nauczycieli.

- Postulaty nasze są też postulatami płacowymi, ale mamy jeszcze trze punkty, które są niepłacowe a bardzo ważne dla naszego zawodu i zależy nam, żeby te sprawy załatwić. Podsumujmy: pierwsza płacowa – czyli piętnaście procent podwyżki, której chcemy od stycznia 2019 roku i piętnaście procent od 2020 roku; niepłacowa dotyczyły zaś oceny pracy nauczyciela, która jest bardzo skomplikowana i związana jest ona z oceną. To znaczy, jeśli nauczyciel dostanie ocenę wyróżniającą, to potem, w przyszłości w 2022 roku miałby dostać 500 „plus”. Osiągnąć tę ocenę to naprawdę wielki wysiłek i wyczyn i osiągnięcie prawie nie do zrealizowania. Dlaczego? Bo jest zależny od uznaniowości dyrektora – wyjaśnia Bogusława Buda – przewodnicząca sekcji oświaty rzeszowskiej „Solidarności”. - Nie ma w tej ocenie obiektywizmu - dodaje jeden z nauczycieli.

- Jeśli dyrektor zaniży choć jeden z punktów, to nauczyciel nie otrzyma tych dziewięćdziesięciu pięciu wymaganych i już może się pożegnać z oceną wyróżniającą a co za tym idzie z tym dodatkiem 500 „plus”. Pracuję 36 lat w zawodzie nauczyciela, były już oceny pracy nauczyciela, była ocena dorobku zawodowego nauczyciela i wszystko to funkcjonowało dobrze i nie ma potrzeby przeliczać tego na punkty. Satysfakcjonowałby nas powrót do starego systemu oceniania – mówi Buda. - Następna sprawa to wydłużenia awansu zawodowego, który trwał kiedyś 10 lat - to było jeszcze do zniesienia, nauczyciele byli mniej więcej zadowoleni, ale teraz został on wydłużony z dziesięciu na piętnaście lat. Proszę sobie wyobrazić, że człowiek, który kończy studia i rozpoczyna pracę mając dwadzieścia pięć lat potrzebowałby jeszcze piętnastu, żeby w wieku czterdziestu lat dojść do najwyższego szczebla awansu zawodowego. To jest dla nas bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe i nie chcemy tego – kwituje. - Gdyby ten okres został zmniejszony, to bylibyśmy zadowoleni.

- A trzecia sprawa to nasze wynagrodzenia. Nasz system wynagrodzeń jest nieuczciwy, niesprawiedliwy i zamazujący obraz ile w rzeczywistości zarabia nauczyciel w Polsce – dodaje nauczycielka. - Pani minister twierdzi, że nauczyciel w Polsce zarabia 5300 zł, a po tej podwyżce będzie zarabiał 5600 zł "średnio" – to słowo dodaje ona czasem a czasem nie - a to jest też bardzo ważne. To nie znaczy, że każdy dostaje 5300 zł i ma je w kieszeni, bo do tej kwoty są wliczane: podstawa, która w naszym wynagrodzeniu zawiera tylko 62 procent wynagrodzenia zasadniczego, a reszta to są dodatki, które nie wszyscy dostają. Bo jeśli - jest 15 takich dodatków - i tam są wliczane odprawy emerytalne, rentowe, odprawy z tytułu zwalnianych nauczycieli, nagrody jubileuszowe itd. nagrody ministra, kuratora – wylicza Bogusława Buda. - Czy jeden nauczyciel dostaje w jednym roku to wszystko? No nie i dlatego jest ten obraz zamazany. a nam chodzi o to, żeby nasze wynagrodzenie było powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej i powiązane z makroekonomicznymi wskaźnikami i to jest do ugryzienia, bo nie bylibyśmy uzależnienia od jednostek samorządu terytorialnego, od polityków, od widzimisię kogoś itd. To byłoby dobre i sprawiedliwe.

- Podsumowując: mamy cztery postulaty - jeden płacowy trzy niepłacowe. A ZNP ma tylko jeden - płacowy i tym się różnimy. - I wydaje się, że prezesowi Broniarzowi chodzi o to, żeby za wszelką cenę doprowadzić do strajku, bo za wszelką cenę chce on doprowadzić do obalenia tego rządu – mówią zgodnie strajkujący.

Strajk?

Jeśli zostaniemy przyciśnięci. Mamy ustaloną datę na 15 kwietnia. Data ta była podana już w styczniu na krajowym sztabie strajkowym i tego się trzymamy. Uruchomiliśmy wszystkie procedury związane ze sporem zbiorowym, czyli nasze żądania poszły do pracodawcy, oni powinni zawiadomić PIP, następny krok to rokowania, potem mediacje i teraz już jesteśmy na etapie referendów, które na przykład w moim regionie rzeszowskim odbywają się już od poniedziałku – mówi jedna ze strajkujących.

- Nasza 15 procentowa podwyżka jest najbardziej realna, aby rząd mógł ją zrealizować i udźwignąć, bo można krzyknąć nawet i dwa tysiące złotych więcej, tylko kto nam je da – dodaje Bogusława Buda.

W trakcie naszej rozmowy jeden z nauczycieli odczytuje komentarz Broniarza, który ten umieścił na Twitterze: „Nie mamy legitymacji do tego, żebyśmy w zakresie wzrostu kwotowego ustępowali.” - No właśnie, czyli Broniarz się usztywnił. Zażądał nierealnej kwoty i będzie torpedował wszystko – skomentował jeden z nauczycieli.

Co dalej?

- Naszą dewizą od początku protestu jest to, żeby sprawy dorosłych załatwiać wśród dorosłych. I dlatego weszliśmy do Kuratorium11 marca, mając na uwadze, że rząd będzie miał na tyle czasu, żeby usiąść z nami do rozmów. Stąd niejako przymuszenie rządu do tych negocjacji – mówi Katarzyna Niewiadomska-Węgrzyniak, która w okupacji Kuratorium uczestniczy od od samego początku.

- Usiedli do tych negocjacji dopiero teraz, ale usiedli, jeszcze przed terminem strajku, co cały czas daje nam nadziej i cały czas wierzymy, że wszystko się pozytywnie zakończy. Bo nie ma nic gorszego w oświacie i każdy ma tego świadomość, niż czynny strajk nauczycieli, biorących sobie za zakładników uczniów. Przecież dzieci nie muszą być w to wciągane, nie muszą być świadome tego, że nauczyciel mało zarabia. To nie jest sprawa i nie jest temat, który powinien interesować, czy poruszać młodego człowieka – zaznacza Niewiadomska-Węgrzyniak. - Uczeń ma się uczyć, ma wykonywać swoje obowiązki, a my jesteśmy od tego, żeby go uczyć.

- Natomiast my nauczyciele, jesteśmy ludźmi czynnymi zawodowo i chcemy alby nasz rząd nas wreszcie zauważył. Bo to, co się dzieje od wielu lat w oświacie, to jest skandal. Nauczyciel po studiach wyższych, często ma ukończone jeszcze ze dwa, trzy dodatkowe kierunki, idzie do szkoły i dostaje 1600 zł. I kto o zdrowych zmysłach, chcący założyć rodzinę, normalnie myśleć o życiu, pójdzie uczyć do szkoły. Znamy sytuacje, w których młody nauczyciel szukający pracy, po odpowiedzi na pytanie ile zarobi rezygnował – dodaje strajkująca.

- Słyszycie! Rozmowy zostały przerwane do godziny 18.00 – informuje jeden z nauczycieli.

Decyzją sztabu protestacyjnego akcja trwająca 26 dni została zakończona w piątek, tuż po informacji z Warszawy o fiasku kolejnej tury negocjacji. Przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych odrzucili kolejną propozycję rządu. W poniedziałek 8 kwietnia br., miałby się rozpocząć strajk Związku Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych, do którego nie przystąpi „Solidarność”.

Agnieszka Masłowska